Izraelski biznesman Roni Ler: "Nie zostawię członków mojej rodziny w tej przeklętej polskiej ziemi"
TEL AWIW
“Ha`aretz” z 02.04., Amiram Barkat
Śledztwo w sprawie zamordowania rodziny żydowskiej w Polsce przed 63 laty
Autor opisuje historię żydowskiej kobiety Gitl Lerner i jej pięciorga dzieci, którzy po ucieczce z transportu do obozu w Majdanku, znaleźli w kwietniu 1943 r. schronienie w jednej z polskich wsi na Lubelszczyźnie, jednak 30 października tegoż roku zostali zamordowani przez jej mieszkańców, wraz z dwoma innymi młodymi Żydami, znanymi tylko z nazwisk. W ostatnim czasie izraelski biznesmen, Roni Lerner, wnuk zamordowanej kobiety, prowadził w Polsce prywatne śledztwo w sprawie mordu sprzed 63 lat. Udając historyka, dotarł do 92-letniego obecnie Józefa Radczuka, ostatniego żyjącego podejrzanego o tę zbrodnię. Radczuk wskazał miejsce pogrzebania zwłok ofiar. Lerner udał się 02.04. do Polski w celu ekshumacji szczątków i przewiezienia ich do Izraela. Przed odlotem oświadczył: “Nie zostawię członków mojej rodziny w tej przeklętej polskiej ziemi”. W ekshumacji wezmą udział naukowcy z IPN. Autor artykułu podkreśla, że według polskiego prawa, zbrodnie popełnione w czasie II wojny lub w czasie reżimu komunistycznego nie ulegają przedawnieniu. Jednak dr Efraim Zuroff, dyrektor izraelskiego oddziału Centrum Szymona Wiesenthala, który pomagał Lernerowi w kontaktach z polskimi władzami prokuratorskimi dodaje, że pomimo godnej uznania polskiej gotowości zaprowadzenia sprawców przed sąd, procedury wloką się, a liczba dowodów, a przede wszystkim żyjących podejrzanych zmniejsza się. Kiedy rodzina Lernerów pozostawała w ukryciu, ich ojciec, Icchak, żył w Warszawie pod przybranym nazwiskiem. Od swojego przyjaciela z wioski dowiedział się o losie rodziny. W listopadzie 1944r., po wyparciu Niemców i zajęciu tych terenów przez Armię Czerwoną, Lerner pojechał do wioski, aby przeprowadzić śledztwo. Jego świadectwo, zachowane w żydowskich archiwach w Warszawie, stanowi, że morderstwa dokonali: Jan Sadowski (który znalazł wcześniej dla nich kryjówkę) i czterej inni rolnicy, w tym J. Radczuk, z motywów rabunkowych, gdyż zamordowani byli zamożnymi ludźmi. Lerner Senior spotkał się wtedy z Radczukiem, który powiedział, że był świadkiem morderstwa i przyznał się do wzięcia wielu rzeczy należących do ofiar. Lerner napisał wiele skarg do władz sowieckich, ale poza Sadowskim, który został osądzony i stracony, żadna kara nie spotkała jego wspólników. Po wojnie Lerner wyjechał do Szwecji, a stamtąd do Izraela. Ożenił się ponownie, z kobietą również ocaloną z Holokaustu i pochodzącą z tych samych stron w Polsce. Jego syn zaczął swoje prywatne śledztwo w sprawie rodzinnej tragedii w 2003 r., kiedy towarzyszył córce w jej szkolnej wycieczce do Polski i znalazł świadectwo ojca w archiwum w Warszawie. Wracając do Izraela, postanowił upamiętnić życie ojca poprzez książkę i film dokumentalny i zaczął się przygotowywać do kolejnej wizyty w Polsce, informując ambasadora Davida Pelega i jego zastępcę Yossi Levy`ego o wszystkich swoich krokach tam. Nawiązał również kontakt z lokalną społecznością żydowską i Moniką Krawczuk, przewodniczącą fundacji dziedzictwa żydowskiego w Polsce. Poszukiwania doprowadziły Lernera do posesji Ozdowskich, na terenie której znajdowała się kryjówka. Rodzina, której ojciec prawdopodobnie brał udział w zbrodni, powiedziała, że ciała zostały początkowo pogrzebane blisko miejsca ukrycia, ale później przeniesione w nieznane miejsce, gdyż sąsiedzi skarżyli się, że “straszy”. Lerner mówi, że w czasie niezapowiedzianej wizyty zdołał dostrzec w domu Ozdowskich starą maszynę do szycia Singer, o której wspominał jego ojciec. W październiku ub.r. poszukiwacze dotarli do Radczuka, który wskazał im miejsce spoczywania zwłok - na skraju katolickiego cmentarza w Paszgalini. Jeżeli szkielety zostaną znalezione, to w bieżącym tygodniu zostaną przetransportowane do Izraela i pochowane w Hibbat Zion.
Wyślij znajomym