Islam w Polsce

Szaron - rzeźnik Libanu

Źródło: As-Sadaka nr 16 1982 r., str. 16-17

Z Az-Zahaf al-Achdar

Człowiekiem, z którym najbardziej utożsamia się potworną rzeź w Libanie, jest minister obrony w rządzie Begina, Ariel Szaron.(...)Jego działalność wywołała głębokie potępienie w prasie normalnie sympatyzującej z Izraelem. Londyński „Daily Mirror” nazwał go „nosicielem śmierci” odpowiedzialnym za „faktyczne zniszczenie Tyru i Sydonu, a w ślad za tym, rzeź tysięcy niewinnych”. „The Observer” przypomniał, że Szaron nigdy nie wahał się przed stosowaniem terroru. „Time” określił go jako „fanatyka, który był gotów poświęcić wojsko dla urzeczywistnienia swych własnych ambicji”.
Urodził się w osiedlu żydowskim w Palestynie. Już w 1948 roku dał się poznać jako gwałtowny i twardy porucznik Dajana podczas zajmowania przez syjonistów nadmorskich obszarów Palestyny. Stojąc na czele elitarnego oddziału komandosów, Szaron dokonał prywatnego rajdu na Jordanię. Powinien był stanąć przed sądem wojskowym za niesubordynację, jednak zwierzchnicy obsypali go gradem pochwał, w podziwie nad jego bojowością.
Szarona nagrodzono powierzając mu dowództwo nad doborowym oddziałem spadochroniarzy pod nazwą Jednostka 101. Jego najwybitniejsze osiągnięcia miały miejsce w 1953 roku. Zgodnie z polityką zmasowanych represji wobec cywilnej ludności arabskiej, oddział otrzymał rozkaz zaatkowania wioski Kabija i zabicia dziesięciu — dwunastu mieszkańców w odwet za śmierć osadniczki syjonistycznej i jej dwojga dzieci. Jednak Szaron nie ograniczył się do tego — na jego rozkaz wysadzono w powietrze 46 domów, zamordowano 69 cywilów, w tym wiele ukrytych w piwnicach kobiet i dzieci.
Aczkolwiek incydent ten spowodował pierwsze potępienie Izraela w Organizacji Narodów Zjednoczonych, syjonistyczne kierownictwo w obawie, że odkryte zostanie jego współuczestnictwo w zbrodni, zwarło szeregi i premier Dawid Ben Gurion odmówił nawet przeprowadzenia śledztwa w tej sprawie. Szaron znów awansował — otrzymał stopień generała, a Jednostka 101 stała się Brygadą 202.
Kolejny kontrowersyjny wyczyn Szarona miał miejsce w czasie wojny sueskiej 1956 roku. Szaron spuścił swych ludzi na spadochronach prosto w egipską zasadzkę na przełęczy Mitla na Synaju. Kilku wyższych dowódców Brygady 202 zażądało jego głowy w związku z ciężkimi stratami jakich doznała jednostka. Jednak w obronie Szarona stanął jego zwierzchnik — Dajan — i żadnych środków dyscyplinarnych nie zastosowano.
Szaron odzyskał swe dobre imię w oczach armii izraelskiej w czasie wojny czerwcowej 1967 roku. Dowodzone przez niego siły wygrały bitwę w Abu Ageila na Synaju, a on sam rozgłosił to jako doniosłe zwycięstwo. Faktycznie owo „doniosłe zwycięstwo” było rezultatem lepszego wyposażenia uzyskanego ze Stanów Zjednoczonych oraz lepszego, w porównaniu z Egipcjanami, wyszkolenia.
Sukcesy na polu bitwy zdyskontował na niwie politycznej. Postawiono go na czele znaczącego politycznie Okręgu Południowego, co również oznaczało zwierzchnictwo nad 400 tys. mieszkańców gęsto zaludnionej Strefy Gazy. Na jego rozkaz zbudowano 53-milowy płot z drutu kolczastego, izolujący cały ten teren, oraz 200-milowy odcinek drogi dla potrzeb armii izraelskiej. W wioskach i obozach zamieszkanych przez Palestyńczyków rozstawiono straże graniczne. Odizolowawszy zupełnie mieszkańców Gazy, Szaron rozpoczął kampanię zastraszania i terroru celem zmuszenia ich do uległości. Ofiarą padło około 200 Palestyńczyków.
Bezużyteczny dla rządu Partii Pracy gdy zakończył swą brudną robotę, został usunięty ze stanowiska. W
gniewnym proteście zrezygnował więc ze służby w armii i zajął się polityką.
Jako wysokiej rangi wojskowy o znanych prawicowych poglądach, Szaron uzyskał wcześniej poparcie ze strony ultrasyjonistycznych fanatyków, zwanych Hasydami. Doprowadził do ich połączenia z Partią Liberalną, a następnie zawarł sojusz z Menachemem Beginem, zamierzając położyć kres dominacji polityków z Partii Pracy.
Wojna październikowa 1973 roku przerwała jego karierę polityczną. Powołany został na powrót do służby czynnej i objął dowództwo jednej z dywizji na Synaju. Syjonistyczne kierownictwo miało nadzieję, że zdoła podźwignąć podupadające morale Izraelczyków dzięki jakiemuś oszałamiającemu zwycięstwu. Bardzo dużym kosztem Szaron przedarł się przez Kanał Sueski, ale nie udało mu się przyćmić sukcesu Egiptu.
Powróciwszy znów do polityki, Szaron wybrany został do Knesetu, z mandatem Likudu. Ponieważ jednak u władzy była Partia Pracy, wolał raczej zrezygnować z mandatu niż spędzać dalsze lata w opozycji. W zamian przyjął — na krótko zresztą — stanowisko wojskowego doradcy premiera Izaak Rabina.
Znajdującego się w próżni politycznej Szarona wybawiło zwycięstwo Begina w wyborach w 1977 roku. Skwapliwie skorzystał z propozycji objęcia urzędu ministra rolnictwa, bowiem w zasięgu jego władzy znalazły się również okupowane tereny na Zachodnim Brzegu.
Schroniwszy się w swoim biurze, Szaron rozpoczął sukcesywną aneksje. Lekceważąc decyzję Partii Pracy o ograniczeniu nowego osadnictwa do doliny Jordanu, zachęcał syjonistycznych fanatyków do zakładania osiedli na wzgórzach otaczających miasta palestyńskie
na Zachodnim Brzegu. Postawieni przed faktem dokonanym oponenci w rządzie złamali się i wyrazili zgodę na wielomilionowy kredyt umożliwiający kontynuację kolonialistycznych praktyk.
Kiedy pod rządami Begina Izrael skierował się na prawo, popularność Szarona niepomiernie wzrosła. Podczas ubiegłorocznej kampanii wyborczej stanowił on istotny atut dla Begina.
Dla zademonstrowania siły swej polityki Szaron przerzucił 30 tys. Izraelczyków do nowych osiedli założonych ze jego sprawą na Zachodnim Brzegu. Pozostając pod wielkim wrażeniem tego wyczynu, Begin mianował go ministrem obrony w nowym rządzie. Od tej pory Szaron mógł liczyć na poparcie swych syjonistycznych kolegów, jeżeli chodzi o osłabienie oporu przeciwko syjonistycznym rządom na Zachodnim Brzegu.
Ludobójcza wojna w Libanie miała być wstępem do formalnej aneksji Zachodniego Brzegu i Strefy Gazy. Szaron stawiał na to, że masakra Palestyńczyków w Libanie wystraszy i zmusi ich rodaków z Zachodniego Brzegu do niestawiania oporu. Osiągnięcie tego celu zwiększyłoby jego szansę w wyścigu do fotela premiera, gdy zmęczony i chory Begin umrze lub przejdzie na emeryturę.
Już teraz Szaron ma decydujący głos, jeżeli chodzi o politykę państwa, ponieważ wojna daje ogromne możliwości i siłę każdemu ministrowi obrony. Siłę tę wykorzystuje do maksimum. Nawet jego wrogowie — a jest ich wielu, również w samym rządzie — zastanawiają się, czy są w stanie zahamować jego najwyraźniej bezwzględne dążenie do władzy.

str. 1-6

Libańska Tragedia
Andrzej Radajewicz

Zagłada obozów

Setki wymordowanych… Niektórzy świadkowie mówią o tysiącach… Ranne dziecko czołga się wśród trupów ... Stosy zmasakrowanych zwłok uprzątnięte przez buldożery ... Obóz Szatila zamieniony w rumowisko… - donosiła w sobotę 18 września Agence France Presse

image

Nigdy nie będzie znana prawda o liczbie ofiar i wszystkich okolicznościach zbrodni dokonanych w palestyńskich obozach Szatila i Sabra na przedmieściach Bejrutu. Zwały rozkładających się zwłok miażdżono i upychano buldożerami wraz z gruzem zniszczonych domostw w wielkich, zbiorowych mogiłach. Ale czy odpowiedzialność za krew tych ofiar, która zbrukała ręce zbirów libańskiego faszysty, samozwań-czego „pułkownika” Saada Had-dada, spoczywa tylko na bezpośrednich wykonawcach zbrodni?
Niecodzienny dokument fałszu i hipokryzji opublikował rząd izraelski w dwa dni po tym, jak wieść o masakrze obiegła świat:
„Wszystkie pośrednie i bezpośrednie oskarżenia, że armia izraelska ponosi jakąkolwiek winę za ludzką tragedię, która rozegrała się w obozie Szatila, są całkowicie bezpodstawne, nie opierające się na niczym. Rząd odrzuca je z całą pogardą, na jaką zasługują”.
(...)
Przypomnijmy tylko podstawowe fakty. W środę 15 września armia izraelska łamiąc wszelkie postanowienia wkroczyła do Bejrutu zachodniego. W ślad za nią weszli tam żołdacy z „Armii Południa Libanu” dowodzonej przez Haddada. Ten dezerter z armii libańskiej od zakończenia wojny domowej w 1976 r. przebywał na południu kraju, gdzie jego oddziały — szkolone i wyposażone przez Izraelczyków — kontrolowały przygraniczną strefę buforową. On sam zresztą występował zawsze w towarzystwie pułkownika izraelskiego wywiadu, który czuwał nad tym, by podopieczny nie gadał publicznie różnych głupstw. Bojówkarze Haddada otrzymywali regularny żołd z izraelskiej kiesy, o czym zresztą niejednokrotnie pisała zachodnia prasa. Haddad miał jednak ambicje i 18 kwietnia 1978 r., wkrótce po poprzedniej agresji izraelskiej na Liban, ogłosił kontrolowany przez siebie pas ziemi „Republiką Wolnego Libanu”. Jaki był to „wolny Liban”, skoro owa proklamacja odbyła się w izraelskiej miejscowości Metulla?
W trakcie agresji izraelskiej oddziały Haddada przerzucono z południa Libanu pod Bejrut. A 16 września na teren obozu Szatila, otoczonego przez armię izrelską, wjechało 30 ciężarówek z bandytami, którzy przystąpili do rzezi trwającej dwa dni. Izraelczycy utrzymywali, że o niczym nie wiedzieli, a żołdaków Haddada dopuścilii jedynie w celu,,przeszukania obozów”, gdyż ukrywali się tam palestyńscy bojownicy. I dopiero przypadkowo meldunek ze śmigłowca patrolującego teren w nocy z 17 na 18 września uświadomił dowództwu izraelskiemu, co się tam naprawdę wydarzyło.
W tym samym czasie w Izraelu rozpoczynano obchody hebrajskiego Nowego Roku. Rząd Begina po tym święcie wydał oświadczenie: „Mimo wewnętrznego wzburzenia wzywamy naród izraelski, by zjednoczył się wokół demokratycznie wybranego rządu w walce o bezpieczeństwo i pokój dla Izraela i wszystkich jego obywateli. Nikt nas nie będzie uczył etyki i poszanowania życia ludzkiego ...”
Trzeba przyznać, że większość prasy zachodniej dała wyraz oburzeniu z powodu popełnionej zbrodni. Konserwatywny „Daily Telegraph” (tradycyjnie proizraelski): „Pozwolono, by Izrael dokonał inwazji Libanu. Masakra Palestyńczyków była rezultatem polityki Izraela i — bez względu na to, czy on sam tę masakrę zorganizował — ponosi on za nią odpowiedzialność (...) Setki zmasakrowanych ciał mężczyzn, kobiet i dzieci przy
pominają obrazy z Oświęcimia i Warszawy”.
„Times”: „Izrael zdawał sobie sprawę z tego, co się może stać, ale zaniechał działań, a wina pomordowanych polega tylko na tym, że są Palestyńczykami”.
I wreszcie „Daily Express”: „zachód musi sobie postawić pytanie, jak długo można tolerować rząd Menachema Begina? Natomiast działania prezydenta Reagana na razie ograniczają się do słów. Ameryka stale odmawia wydania swemu wasalowi instrukcji, jak ma się zachowywać”.

Wyślij znajomym

Dodaj swoją opinię (musisz być zalogowany)
Opinie (0)