Twój Email:
Nazwa użytkownika:
Do:
Tytuł:
Treść: Serwisy internetowe proponujące tanie i sprawne unieważnienie małżeństwa przeżywają we Francji prawdziwy rozkwit. Barbara Mitosek, za Gazeta.pl Serwisy internetowe proponujące tanie i sprawne unieważnienie małżeństwa przeżywają we Francji prawdziwy rozkwit. Bo każdy o tym myśli” - tak reklamuje się serwis http://www.divorce.fr oferujący przeprowadzenie szybkiego i bezproblemowego rozwodu. By skorzystać z tej propozycji, należy chcieć rozejść się (najlepiej za obopólną zgodą, żeby było szybciej), wypełnić krótki formularz i podać numer karty kredytowej. Tyle wystarczy, żeby serwis przypisał parze adwokata, który poprowadzi sprawę. A jak prawnik się nie spodoba, to można go zmienić bez kosztów. Rozwodzący się muszą się spotkać ze swoim przedstawicielem tylko dwa razy. Po raz pierwszy, by go zaakceptować, i po raz drugi na sali sądowej, gdy sędzia unieważni małżeństwo. W pozostałych sprawach kontaktują się przez telefon lub mailem. Rozwód “przez internet” zajmuje mniej czasu i mniej kosztuje. - Ludzie chcą się rozstać szybciej i mniej za to zapłacić - mówi Thomas Journel, współtwórca Divorce.fr. Serwis za poprowadzenie standardowej procedury życzy sobie 1999 euro. Może być więcej, jeśli klienci mają nadzwyczajne wymagania lub tylko jedna strona chce się rozejść. W przypadku tradycyjnego rozwodu adwokat bierze nawet 3 tys. euro. - Chcemy ludziom ułatwiać życie, dlatego oferujemy też pomoc psychologiczną i inne usługi ułatwiające rozpoczęcie nowego etapu życia - mówi “Gazecie” Christopher Pruefer, drugi współtwórca serwisu. Divorce.fr jest filią brytyjskiej firmy Added Life Value, która działa też w Niemczech, Chinach i Turcji. Niedawno otworzyła też oddział w Polsce (http://www.rozwod.pl). Usługi Divorce.fr nie podobają się tradycyjnym prawnikom. Przewodniczący paryskiej korporacji adwokatów Yves Riquet zakazał jej członkom współpracy z serwisem. - Pary nie są przedmiotami, które można rozebrać na części - powiedział Riquet. Podkreśla, że ustawa z 1971 r. zabrania agitacji na rzecz rozwodów. - Klienci muszą poznać prawnika, żeby mu zaufać. Jeżeli rozwód miałby być jedynie formalnością, to po co płacić nawet 1 tys. euro? Na apel Riqueta odpowiedziało 13 paryskich prawników, którzy porzucili pracę dla Divorce.fr. Ale 80 innych, nieparyskich adwokatów jest wciąż do dyspozycji firmy. - Pierwsi zaoferowalismy taką usługę. Nic dziwnego, że chcą nas wygryźć - komentuje Thomas Journel. Nie chce się poddać, bo w kraju, w którym w miastach rozpada się co drugie, a na wsi co trzecie małżeństwo, taki serwis to żyła złota. Na Journelu i Prueferze nie robi też wrażenia niedawna deklaracja prezydenta Nicolasa Sarkozy’ego, zapowiadająca wprowadzenie dalszych ułatwień w procedurze rozwodowej. Sarkozy oświadczył, że w przypadku obopólnej zgody małżonków będzie można się rozwieść u notariusza. Takie rozwiązanie pozwoli na pominięcie obowiązkowej dotychczas wizyty w sądzie rodzinnym. - Mamy już w ofercie usługi notarialne. Jeżeli deklaracja prezydenta zostanie wcielona w życie, to zatrudnimy większą liczbę notariuszy. Poza tym pośrednictwo adwokata będzie nadal konieczne w przypadku niepolubownych rozwodów, a przecież poprowadzenie takowych jest też w naszej ofercie - puentuje Journel. Protestują tylko adwokaci Dominika Pszczółkowska: Francuskie władze rozważają zmianę prawa, by rozwód za zgodą stron można było wziąć u notariusza, bez stawania przed sądem. Czy Francuzi chcą się łatwiej rozwodzić? Jean-François Mignot, badacz rozwodów w paryskim Instytucie Nauk Politycznych (Sciences Po): We Francji o rozwód może wystąpić jedna ze stron lub obie naraz. W przypadku rozwodów za zgodą stron muszą to zrobić obie naraz. Takie rozwody stanowią u nas 61 proc. wszystkich. Jeden procent orzeka się z powodu ustania pożycia, czyli zwykle gdy mężczyzna opuścił dom, a 38 proc. za winą któregoś z małżonków. Ci, którzy rozwodzą się za zgodą stron, z pewnością będą zadowoleni, że ograniczy to koszty finansowe i czasowe. Pytanie tylko, czy kobiety, które dotychczas częściej występowały o rozwód z winy męża, bo np. były bite, zdradzane, nie zdecydują się na rozwód za zgodą stron, by ograniczyć koszty. To spowodowałoby dla nich straty w przyszłości, bo nie mogłyby liczyć na korzystniejszy dla nich podział majątku. Czy dziś wiele jest we Francji par, które się nie rozwodzą, choć de facto nie żyją razem, bo procedura jest droga? - Nie sądzę. Rozwody kosztują tysiąc, czasem kilka tysięcy euro. To, co naprawdę kosztuje, szczególnie w przypadku kobiet, które nie pracowały lub zarabiały mniej niż ich mężowie, to skutki rozwodu. Muszą bowiem zrezygnować z dochodów męża, domu. Istnieją oczywiście alimenty na dzieci, żonę, lecz często mężczyźni ich nie płacą. Mimo to kobiety częściej występują o rozwód. Nie sądzę więc, by koszty samej procedury odgrywały zasadniczą rolę. Procedurę rozwodową nieco ułatwiono już w 2004 r. Małżonkowie muszą dziś tylko raz stawiać się przed sądem. Czy to wpłynęło na liczbę rozwodów? - Nikt tego dokładnie nie zbadał. Liczba rozwodów od 2004 r. co prawda nieznacznie wzrosła, lecz nie wiadomo, czy miało to związek z ułatwioną procedurą. Generalnie rzecz biorąc, wskaźnik rozwodów we Francji szybko rósł od lat 70. - w 1970 r. wynosił 11 proc., teraz 43 proc. Ten wskaźnik mówi, ile par, które wzięły ślub, rozwiedzie się, nim osiągnie 40 lat wspólnego życia. Od 2000 r. wzrost jest znacznie wolniejszy niż wcześniej, osiągnęliśmy pewną stabilizację. Dlaczego? - Być może dlatego, że wolniej rosną także wskaźniki, o których wiadomo, że ułatwiają rozwody, bo uniezależniają kobiety od mężów - wskaźnik aktywności zawodowej kobiet i ich zarobki. Czy rośnie też liczba rozwodów za zgodą stron? - Tak. Taką możliwość wprowadzono w 1975 r. W 1976 r. było to 9,7 proc. wszystkich rozwodzących się, w 1977 r. 34 proc., a potem liczba stopniowo rosła aż do obecnych 61 proc. W Polsce liberalizacja prawa rozwodowego z pewnością wywołałaby protesty niektórych środowisk. Czy we Francji ktoś protestuje? - Odezwali się tylko adwokaci, którzy stracą na tym finansowo. Kościół na razie milczy. Być może jacyś biskupi się w tej sprawie wypowiedzą, lecz nie będzie to miało żadnego wpływu. http://islam-in-poland.org/main/index.php/13839/
Serwisy internetowe proponujące tanie i sprawne unieważnienie małżeństwa przeżywają we Francji prawdziwy rozkwit.
Barbara Mitosek, za Gazeta.pl
Serwisy internetowe proponujące tanie i sprawne unieważnienie małżeństwa przeżywają we Francji prawdziwy rozkwit. Bo każdy o tym myśli” - tak reklamuje się serwis http://www.divorce.fr oferujący przeprowadzenie szybkiego i bezproblemowego rozwodu. By skorzystać z tej propozycji, należy chcieć rozejść się (najlepiej za obopólną zgodą, żeby było szybciej), wypełnić krótki formularz i podać numer karty kredytowej. Tyle wystarczy, żeby serwis przypisał parze adwokata, który poprowadzi sprawę.
A jak prawnik się nie spodoba, to można go zmienić bez kosztów. Rozwodzący się muszą się spotkać ze swoim przedstawicielem tylko dwa razy. Po raz pierwszy, by go zaakceptować, i po raz drugi na sali sądowej, gdy sędzia unieważni małżeństwo. W pozostałych sprawach kontaktują się przez telefon lub mailem.
Rozwód “przez internet” zajmuje mniej czasu i mniej kosztuje. - Ludzie chcą się rozstać szybciej i mniej za to zapłacić - mówi Thomas Journel, współtwórca Divorce.fr.
Serwis za poprowadzenie standardowej procedury życzy sobie 1999 euro. Może być więcej, jeśli klienci mają nadzwyczajne wymagania lub tylko jedna strona chce się rozejść. W przypadku tradycyjnego rozwodu adwokat bierze nawet 3 tys. euro.
- Chcemy ludziom ułatwiać życie, dlatego oferujemy też pomoc psychologiczną i inne usługi ułatwiające rozpoczęcie nowego etapu życia - mówi “Gazecie” Christopher Pruefer, drugi współtwórca serwisu. Divorce.fr jest filią brytyjskiej firmy Added Life Value, która działa też w Niemczech, Chinach i Turcji. Niedawno otworzyła też oddział w Polsce (http://www.rozwod.pl).
Usługi Divorce.fr nie podobają się tradycyjnym prawnikom. Przewodniczący paryskiej korporacji adwokatów Yves Riquet zakazał jej członkom współpracy z serwisem.
- Pary nie są przedmiotami, które można rozebrać na części - powiedział Riquet. Podkreśla, że ustawa z 1971 r. zabrania agitacji na rzecz rozwodów. - Klienci muszą poznać prawnika, żeby mu zaufać. Jeżeli rozwód miałby być jedynie formalnością, to po co płacić nawet 1 tys. euro?
Na apel Riqueta odpowiedziało 13 paryskich prawników, którzy porzucili pracę dla Divorce.fr. Ale 80 innych, nieparyskich adwokatów jest wciąż do dyspozycji firmy.
- Pierwsi zaoferowalismy taką usługę. Nic dziwnego, że chcą nas wygryźć - komentuje Thomas Journel. Nie chce się poddać, bo w kraju, w którym w miastach rozpada się co drugie, a na wsi co trzecie małżeństwo, taki serwis to żyła złota.
Na Journelu i Prueferze nie robi też wrażenia niedawna deklaracja prezydenta Nicolasa Sarkozy’ego, zapowiadająca wprowadzenie dalszych ułatwień w procedurze rozwodowej. Sarkozy oświadczył, że w przypadku obopólnej zgody małżonków będzie można się rozwieść u notariusza. Takie rozwiązanie pozwoli na pominięcie obowiązkowej dotychczas wizyty w sądzie rodzinnym.
- Mamy już w ofercie usługi notarialne. Jeżeli deklaracja prezydenta zostanie wcielona w życie, to zatrudnimy większą liczbę notariuszy. Poza tym pośrednictwo adwokata będzie nadal konieczne w przypadku niepolubownych rozwodów, a przecież poprowadzenie takowych jest też w naszej ofercie - puentuje Journel.
Protestują tylko adwokaci
Dominika Pszczółkowska: Francuskie władze rozważają zmianę prawa, by rozwód za zgodą stron można było wziąć u notariusza, bez stawania przed sądem. Czy Francuzi chcą się łatwiej rozwodzić?
Jean-François Mignot, badacz rozwodów w paryskim Instytucie Nauk Politycznych (Sciences Po): We Francji o rozwód może wystąpić jedna ze stron lub obie naraz. W przypadku rozwodów za zgodą stron muszą to zrobić obie naraz. Takie rozwody stanowią u nas 61 proc. wszystkich. Jeden procent orzeka się z powodu ustania pożycia, czyli zwykle gdy mężczyzna opuścił dom, a 38 proc. za winą któregoś z małżonków.
Ci, którzy rozwodzą się za zgodą stron, z pewnością będą zadowoleni, że ograniczy to koszty finansowe i czasowe. Pytanie tylko, czy kobiety, które dotychczas częściej występowały o rozwód z winy męża, bo np. były bite, zdradzane, nie zdecydują się na rozwód za zgodą stron, by ograniczyć koszty. To spowodowałoby dla nich straty w przyszłości, bo nie mogłyby liczyć na korzystniejszy dla nich podział majątku.
Czy dziś wiele jest we Francji par, które się nie rozwodzą, choć de facto nie żyją razem, bo procedura jest droga?
- Nie sądzę. Rozwody kosztują tysiąc, czasem kilka tysięcy euro. To, co naprawdę kosztuje, szczególnie w przypadku kobiet, które nie pracowały lub zarabiały mniej niż ich mężowie, to skutki rozwodu. Muszą bowiem zrezygnować z dochodów męża, domu. Istnieją oczywiście alimenty na dzieci, żonę, lecz często mężczyźni ich nie płacą. Mimo to kobiety częściej występują o rozwód. Nie sądzę więc, by koszty samej procedury odgrywały zasadniczą rolę.
Procedurę rozwodową nieco ułatwiono już w 2004 r. Małżonkowie muszą dziś tylko raz stawiać się przed sądem. Czy to wpłynęło na liczbę rozwodów?
- Nikt tego dokładnie nie zbadał. Liczba rozwodów od 2004 r. co prawda nieznacznie wzrosła, lecz nie wiadomo, czy miało to związek z ułatwioną procedurą. Generalnie rzecz biorąc, wskaźnik rozwodów we Francji szybko rósł od lat 70. - w 1970 r. wynosił 11 proc., teraz 43 proc. Ten wskaźnik mówi, ile par, które wzięły ślub, rozwiedzie się, nim osiągnie 40 lat wspólnego życia. Od 2000 r. wzrost jest znacznie wolniejszy niż wcześniej, osiągnęliśmy pewną stabilizację.
Dlaczego?
- Być może dlatego, że wolniej rosną także wskaźniki, o których wiadomo, że ułatwiają rozwody, bo uniezależniają kobiety od mężów - wskaźnik aktywności zawodowej kobiet i ich zarobki.
Czy rośnie też liczba rozwodów za zgodą stron?
- Tak. Taką możliwość wprowadzono w 1975 r. W 1976 r. było to 9,7 proc. wszystkich rozwodzących się, w 1977 r. 34 proc., a potem liczba stopniowo rosła aż do obecnych 61 proc.
W Polsce liberalizacja prawa rozwodowego z pewnością wywołałaby protesty niektórych środowisk. Czy we Francji ktoś protestuje?
- Odezwali się tylko adwokaci, którzy stracą na tym finansowo. Kościół na razie milczy. Być może jacyś biskupi się w tej sprawie wypowiedzą, lecz nie będzie to miało żadnego wpływu.